Potem spojrzałem na wszystkich sześciu siedzących przy stole.
„Koniec ze znikaniem” – powiedziałem stanowczo. „Nie w urodziny. Nie w zwykłe dni”.
Po kolei się zgadzali.
Świeczki na torcie, które zapaliliśmy tego wieczoru, były nowe. Te w domu już się wypaliły, kiedy czekałem.
Ale kiedy moje dzieci śpiewały głośno — fałszywie i śmiesznie — pokój wypełniał się dźwiękiem, za którym tak bardzo tęskniłam.
Hałaśliwy dom.
Pełny stół.
Nie jest idealnie.
Nie jest to przeszłość.
Ale przynajmniej tej nocy nie byłem już sam.