„Przepraszam dziś wieczorem. Sarah Thompson. Czy to nazwisko coś ci mówi?”
Cisza po drugiej stronie słuchawki trwała wystarczająco długo, żeby wszystko potwierdzić.
„Thompson” – powiedział w końcu Vincent. „Nie wiem, szefie. A powinienem?”
„Jej mąż, Marcus, najwyraźniej był nam winien pieniądze przed śmiercią. 15 000 dolarów plus odsetki. Osobiście zajmowałeś się windykacją.”
„A tak… zgadza się. Ta Thompson. Smutna historia. Jej mąż zostawił ją z górą długów. Musieliśmy odzyskać, co się dało.”
Rocco zaparkował w podziemnym garażu pod swoim biurowcem.
„Vincent, chcę, żebyś się ze mną spotkał dziś wieczorem. Przynieś dokumenty związane z kontem Thompson.”
„Dziś wieczorem? Szefie, jest prawie północ.”
„Dziś wieczorem.”
Jego ton nie pozostawiał miejsca na dyskusję.
„Moje biuro. 1 w nocy.” „
Zakończył rozmowę.
Następna godzina dała Rocco czas na przygotowanie się.
Zadzwonił do Tony'ego, żeby zdobyć wszystkie dokumenty dotyczące Marcusa Thompsona. Skontaktował się ze swoim księgowym, żeby uzyskać wyciągi z wszystkich pożyczek udzielonych w ciągu ostatnich dwóch lat. Poprosił szefa ochrony o zebranie nagrań z monitoringu z ostatnich działań Vincenta.
Następnie wykonał ostatni telefon.
Detektyw Maria Santos.
Jeden z niewielu uczciwych policjantów w mieście.
„Rocco” – odpowiedziała. „Mam nadzieję, że to ważne”.
„Tak. Potrzebuję, żebyś coś udokumentował. Siedem rodzin z dzielnicy Riverside zostało wymuszonych przez kogoś, kto twierdził, że pracuje dla mnie”.
„Wzywasz policję do własnej operacji?”
„To nie była moja operacja” – powiedział Rocco. „Ktoś wykorzystywał moje nazwisko, żeby krzywdzić rodziny z dziećmi. Potrzebuję dowodu, że padły ofiarą”.
Zapadła długa cisza.
„Prześlij mi adresy” – powiedziała Maria. „Poproszę opiekę społeczną, żeby to sprawdziła jutro”.
„Załatwiliśmy już jedzenie, opiekę medyczną i naprawy” – odpowiedział Rocco. „Ale trzeba będzie ich chronić przed represjami”.
„Rocco… co właściwie planujesz?”
„Co powinienem był zrobić, kiedy ktoś wykorzystał moją reputację, żeby zagłodzić dzieci?”
Vincent przybył dokładnie godzinę później.
Niósł cienką, brązową teczkę i miał nerwowy uśmiech człowieka, który ma nadzieję wybrnąć z tej sytuacji słowami.
Biuro Rocco zajmowało całe najwyższe piętro budynku. Duże okna wykuszowe wychodziły na port.
Vincent był tam już kilka razy, ale tego wieczoru zawahał się na progu.
„Usiądź” – powiedział Rocco, nie podnosząc wzroku.
Vincent usiadł i położył teczkę na biurku.
„Szefie, jeśli chodzi o sprawę Thompsona, mogę ci to wyjaśnić”.
„Proszę”.