Nieuczciwie rozegrane gry mogły czasami zostać powtórzone.
Potrzebowałem innego prawnika. Potrzebowałem kogoś, kto rozumiałby ukrywanie aktywów i oszukańcze przeniesienie własności w kontekście rozwodu. Potrzebowałem dokumentacji finansowej, której obecnie nie miałem. I, co najważniejsze, musiałem zrozumieć, co Harold tak naprawdę zrobił, nie to, co twierdził w swoich oświadczeniach, ale co faktycznie zrobił.
Otworzyłem laptopa, ten mały, którego kupiłem sobie trzy lata temu, żeby nagrać wideorozmowę z wnukami i zacząłem szukać informacji. Znalazłem nazwę kancelarii Brennan and Associates w Hartford, specjalizującej się w sporach rozwodowych z dużym majątkiem, ze szczególnym uwzględnieniem nadużyć finansowych. Odkryłem, że prawo stanu Connecticut zezwala na wnioski po wydaniu wyroku, jeśli oszustwo zostanie udowodnione w pierwotnym postępowaniu. Odkryłem, że przeniesienia spółek LLC dokonane w ciągu dwóch lat od złożenia wniosku o rozwód mogą zostać zbadane, jeśli uda się wykazać zamiar oszustwa.
Zapisałam to wszystko w moim żółtym notesie, starannym, równym pismem. Potem zadzwoniłam do Brennan and Associates i umówiłam się na spotkanie na następny wtorek.
Powiedziałam o tym Ruth tego wieczoru przy kolacji. Odłożyła widelec i spojrzała na mnie z miną, którą rozpoznałam, tą samą, którą mi dała, gdy miałam 17 lat, kiedy powiedziałam jej, że idę na przesłuchanie do szkolnego przedstawienia, mimo że panicznie boję się publiczności.
„Będziesz z nim walczyć” – powiedziała.
To nie było pytanie.
„Najpierw dowiem się prawdy” – powiedziałam. „A potem będę z nim walczyć”.
Jazda samochodem do Hartford zajęła Ruth nieco ponad godzinę. Miałam na sobie grafitowy płaszcz z Goodwill, kupiony lata temu na obiad dla kadry, na który Harold mnie zaciągnął, bo wierzyłam w to, że na poważne spotkania należy przychodzić z taką powagą, na jaką zasługują. Miałam w portfelu notes, teczkę z wszystkimi dokumentami z mojego pierwotnego postępowania rozwodowego i paragon z restauracji w Greenwich, który trzymałam złożoną od miesięcy.
Kancelaria Brennan and Associates mieściła się na czwartym piętrze budynku niedaleko stolicy stanu. Prawnikiem, z którym się spotkałam, nie był sam pan Brennan, lecz kobieta o imieniu Clare Nguyen, czterdziestolatka, sprawna, o spokoju, który kojarzy mi się z ludźmi spędzającymi całe dnie w pomieszczeniach, gdzie wiele zależało od zachowania spokoju.
Uścisnęła mi dłoń i nie mówiła do mnie tak, jak niektórzy młodzi ludzie zwracają się do kobiet w moim wieku – z lekkim podniesieniem głosu i uproszczeniem słownictwa.
Po prostu poprosiła mnie, żebym zaczęła od początku.
Zaczęłam.
Mówiłam prawie dziewięćdziesiąt minut. Robiła notatki. Nie przerywała, chyba że po to, by zadać konkretne, przydatne pytania – dokładne daty, kwoty, nazwy podmiotów. Kiedy skończyłam, odchyliła się i spojrzała na to, co zapisała.
„Data założenia spółki LLC” – powiedziała. „Wiesz o tym?”
„Wiem, że zostało zarejestrowane w Delaware” – powiedziałam. „Nie znam dokładnej daty”.
„To pierwsza rzecz, której potrzebujemy”. Powiedziała: „Jeśli zostało utworzone po tym, jak Harold podjął decyzję o rozwodzie, a istnieją sposoby, żeby to udowodnić, ma pani podstawy do wniesienia pozwu o oszustwo, co mogłoby całkowicie odwrócić proces ugody”.
„Czego by to wymagało?” – zapytałam.
„Wezwanie sądowe do ujawnienia jego dokumentacji finansowej, dokumentów założycielskich spółki LLC i korespondencji między prawnikiem a klientem, w zakresie, w jakim ujawnia ona zamiar”. Zrobiła pauzę. „To nie jest szybki proces, pani Caldwell. A Harold będzie się z tym zmagał”.
„Wiem” – powiedziałam. „Ma środki”.
„My też” – odpowiedziała po prostu.
Tego popołudnia zatrudniłam Clare Nguyen. Kosztowało mnie to 8000 dolarów z góry, prawie jedną trzecią tego, co miałam pod ręką, i zapłaciłam bez wahania.
Niektóre wydatki to nie wydatki.
To są decyzje.
Clare złożyła wniosek o udostępnienie dokumentów po wydaniu wyroku w ciągu tygodnia, powołując się na potencjalne oszustwo w postaci przeniesienia własności i żądając pełnego udostępnienia dokumentów finansowych Harolda z ostatnich 36 miesięcy. Wniosek został przyjęty przez sąd, a do prawników Harolda wysłano formalne zawiadomienia o udostępnieniu dokumentów.
Wiem, w jakim momencie Harold się o tym dowiedział, bo zadzwonił do mnie Douglas. Był czwartkowy wieczór i byłam z powrotem w domu Ruth, zajadając resztki rosołu, kiedy zadzwonił mój telefon z numerem Douglasa – to był pierwszy raz od czasu tego jednego, rozczarowującego telefonu po rozprawie. Jego głos był napięty, jak wtedy, gdy udawał spokój ponad zdenerwowaniem.
„Mamo. Tata mówi, że zatrudniłaś nowych prawników. Mówi, że próbujesz ponownie otworzyć sprawę rozwodową”.
„Złożyłam wniosek o udostępnienie dokumentów po wydaniu wyroku” – powiedziałam. „To prawda”.
„Mamo…”
Odetchnęłam.
„To tylko wszystko przeciągnie i będzie cię kosztować pieniądze, których nie masz”.
„Douglasie” – powiedziałem – „czy twój ojciec kazał ci tu zadzwonić?”
Cisza, która sama w sobie była odpowiedzią.
„Powiedz mu, że się przywitałem” – powiedziałem i zakończyłem rozmowę.
Po rozłączeniu się siedziałem przez chwilę w ciszy w kuchni Ruth i uświadomiłem sobie, co się właśnie wydarzyło. Harold skontaktował się ze mną za pośrednictwem naszego syna, mężczyzny, którego wychowałem, żeby wywrzeć na mnie presję, żebym zrezygnował z pozwu. Zatrudnił Douglasa jako posłańca.
Implikacje tego nie umknęły mojej uwadze.
Dowody nadeszły sześć tygodni później, dostarczone w grubej warstwie.