Stanąłem kilka kroków dalej, obserwując ją, i przez chwilę pomyślałem: może wszystko będzie dobrze. Może dzisiaj jest po prostu dobry dzień.
Jednak moje oczy wciąż przeszukiwały tłum w poszukiwaniu twarzy, której obawiałem się przez wszystkie te lata.
Jak na zawołanie, pojawiła się pani Mercer i ruszyła w naszym kierunku.
Wyglądała starzej. Jej włosy były cieńsze, poprzetykane siwizną. Ale postawa była ta sama. Te same napięte ramiona. Ten sam sposób wchodzenia do pokoju, jakby już wyrobiła sobie zdanie na temat wszystkiego, co się w nim znajdowało.
Jej wzrok spoczął na mnie.
„Cathy?” zapytała.
„Już planowałem się z panią spotkać, pani Mercer. W sprawie mojej córki.”
"Córka?"
Wskazałem na Avę.
„Och, rozumiem.”
Podniosła jedną z toreb i trzymała ją między dwoma palcami.
Potem pochyliła się lekko i powiedziała cicho:
„No cóż. Jaka matka, taka córka. Tani materiał. Tania robota. Tanie standardy”.
Odłożyła torbę, uśmiechnęła się i odeszła, mamrocząc, że Ava „nie jest tak bystra, jak inne uczennice”.
Patrzyłam na moją córkę wpatrującą się w stół, z dłońmi przyciśniętymi płasko do materiału, który szyła przez dwa tygodnie.
I coś, na czym siedziałem przez dwie dekady, w końcu przestało siedzieć.
Ktoś właśnie skończył zapowiadać kolejne wydarzenie i odłożył mikrofon.
Podniosłem to.
„Myślę, że każdy powinien to usłyszeć.”
W pokoju zapadła cisza.
„Ponieważ pani Mercer wydaje się bardzo dbać o standardy”.
Wszystkie głowy się odwróciły.
„Kiedy miałam 13 lat, ta sama nauczycielka stanęła przed klasą i powiedziała mi, że dziewczyny takie jak ja wyrosną na 'spłukane, zgorzkniałe i żenujące'”.
Przez tłum przeszła fala emocji.
„A dziś powiedziała coś bardzo podobnego mojej córce”.