SZEPT
Kiedy zdał sobie sprawę, że na niego patrzę, zamarł.
Jak dziecko przyłapane na kradzieży ciasteczek.
Potem najcichszym, najbardziej sennym głosem wyszeptał:
„Nie chciałam, żeby nasza pierwsza noc była… skrzypiąca.”
Przez chwilę tylko mrugałem.
I wtedy oboje zaczęliśmy się śmiać – cichym, bez tchu śmiechem, który wypełnił ciemny pokój czymś cieplejszym, niż mogłoby to zrobić światło świecy.