Zamiast tego zaśmiał się cicho, aż ścisnęło mnie w żołądku. „Tak, a tak przy okazji, dzisiaj jest również twój ostatni dzień w tym domu” – powiedział z niepokojącą nonszalancją.
Szampan o mało nie wyślizgnął mi się z ręki, gdy próbowałem przetworzyć jego słowa. „O czym ty mówisz?” – zapytałem, patrząc na niego z niedowierzaniem.
Jonathan objął ramieniem kobietę obok siebie i przytulił ją mocno, jakby pokazywał jej coś, z czego jest dumny. „Wybrałem kogoś bardziej do mnie pasującego. Nazywa się Vanessa Reed i jesteśmy razem już prawie rok” – powiedział bez cienia wstydu.
W uszach dzwoniło mi jak dzwon, gdy wszystko, w co wierzyłem, w jednej chwili legło w gruzach. Odwróciłem się do jego rodziców, mając nadzieję, że zobaczę jakiś znak niepokoju lub interwencji.
Patricia westchnęła, jakby czekała na ten moment. „Lauren, Jonathan zasługuje na kogoś młodszego i kogoś, kto naprawdę rozumie jego ambicje” – powiedziała chłodno.
William skinął głową na znak zgody, dodając, że nigdy nie byliśmy dobrą parą. Ciężar ich słów ciążył mi na piersi.
Trzy lata poświęceń i lojalności nic dla nich nie znaczyły. Jonathan wskazał na schody i powiedział, że mogę spakować swoje rzeczy wieczorem, bo Vanessa przeprowadza się następnego dnia.
Przez kilka sekund w pokoju panowała absolutna cisza, aż wszystko się uspokoiło.
Wtedy zacząłem się śmiać.