Matematyka, którą Sophie szczegółowo opisał podczas mojego załamania, była oszałamiająca, ale niepodważalna. Zabieg Daniela charakteryzował się wskaźnikiem niepowodzeń poniżej jednego procenta.
„Wszechświat ma w sobie przewrotną ironię” – mruknął dr Aris, wpatrując się w wyniki z autentycznym szokiem. „To niezwykle rzadkie, ale rekanalizacja zachodzi. Nasieniowód może z czasem ulec samoistnemu zagojeniu. Jest to dokładnie udokumentowane w literaturze medycznej”.
Literatura zupełnie mnie nie obchodziła. Interesowało mnie tylko rytmiczne dudnienie na monitorze.
Siedząc na czele stołu, Mason przeczytał raport urologiczny. Następnie przeczytał notatki z USG. Potem zaczął od nowa i przeczytał je jeszcze raz.
Patrzyłem, jak władczy, przerażający patriarcha rodziny Hargrove fizycznie traci siły. Krew odpłynęła z jego policzków z szybkością wody gwałtownie wsysanej do odpływu. Jego skóra przybrała bladość mokrego cementu.
Powoli i drżąco obrócił głowę, by spojrzeć na syna.
„Czy… czy to…” wyjąkał Mason, a jego baryton był zupełnie rozbity.
„To empirycznie udowodnione” – oświadczyła Sophie, a jej głos rozbrzmiewał w martwej ciszy. „Dokumentacja chirurgiczna jest prawnie uwierzytelniona. Ciąża została potwierdzona przez jej położnika. Badania krwi z datą jedenaście dni wcześniej”.
Atmosfera w pomieszczeniu przerodziła się w absolutny paraliż. Kłócący się kuzyni stali jak posągi. Współpracownicy wstrzymali oddech. Przy bramie Vanessa stała jak sparaliżowana, a skradzione perły nagle wydały się jej bardzo ciężkie.
„Danielu” – jęknęła Gloria. To był przerażający dźwięk, pozbawiony jej zwyczajowego arystokratycznego stylu.
Daniel wpatrywał się w dziurę w lnianym obrusie. Mięśnie jego szczęki pulsowały chaotycznie.
„Przeszedł pan wazektomię” – stwierdziłem. Nie sformułowałem tego jako pytania. Wypowiedziałem to jako wyrok.
Nie przedstawił żadnej obrony.