Przy drzwiach Vanessa cofnęła się niepewnie. „Ja… ja nic o tym nie wiedziałam” – wyszeptała, a jej arogancka fasada legła w gruzach. Wyglądała jak kobieta, która z entuzjazmem wsiadła na luksusowy rejs, by po chwili zorientować się, że to Titanic.
„Wiem o tym doskonale” – powiedziałem jej, a mój ton złagodniał do nuty litości. „Twoja ignorancja jest oczywista”.
Sięgnęłam po skórzaną torebkę. Spojrzałam Sophie w oczy ponad gruzami stołu. Skinęła nieznacznie głową, z dziką dumą. To był cichy salut wojownika, który przemierzał noc z amunicją, trzymał mnie za rękę w strachu przed ultradźwiękami i siedział jak tykająca bomba, czekając na idealny moment, by eksplodować.
Nigdy nie kochałem innej istoty ludzkiej tak mocno, jak ją w tamtej sekundzie.
„Podpisane dokumenty pozostają w twoim posiadaniu” – powiedziałem Masonowi, poprawiając pasek mojej torby. „Przypuszczam, że twój prawnik poradzi sobie z logistyką. Mój prawnik skontaktuje się z tobą w poniedziałek rano”.
Nie czekałem na zwolnienie. Odwróciłem się plecami do imperium Hargrove. Wymaszerowałem z dusznej jadalni, a moje obcasy głośno stukały o drewnianą podłogę. Minąłem zszokowanego szatniarza, ignorując jego radioodbiornik jazzowy, i przecisnąłem się przez ciężkie mosiężne drzwi w gryzący, bezlitosny mróz listopadowej nocy.
Rozdział 5: Cegła po cegle ostrożnie
Osunąłem się na zamarznięte kamienne schody wiejskiego klubu, łapczywie wciągając do płuc lodowate powietrze.
Dwie minuty później mosiężne drzwi zgrzytnęły i otworzyły się. Sophie zmaterializowała się obok mnie, otulona swoim płaszczem i niosąc mój. Bezszelestnie usiadła na kamieniu, narzuciła ciężką wełnę na moje drżące ramiona i mocno objęła mnie w talii.
„Jaki jest status operacyjny?” zapytała cicho.
„System się restartuje. Nie jestem pewien” – wyszeptałem, patrząc, jak mój oddech unosi się w zimnym powietrzu.
„Szczera ocena. Akceptowalna. Czy chcesz poznać aktualizację taktyczną z sali wojennej?”
"Beznadziejnie."