Wyciągnąłem kartkę. „Nie. Ale zaraz będziesz.”
Za nim pojawiła się Cassandra, a jej uśmiech natychmiast zniknął.
„Nie mówisz poważnie.”
„Och, mówię bardzo poważnie.”
„Nie można eksmitować rodziny” – powiedział Nathan.
Policjant podszedł bliżej.
„Właściwie to już panu doręczono. Radzę panu przeczytać dokumenty”.
Oboje ucichli.
Tydzień później moi rodzice wrócili tam, gdzie ich miejsce – do swojego domu.
Moja mama dotknęła kwiatowego wieńca i szepnęła: „Myślałam, że już go nie ma”.
„Zachowałem to” – powiedziałem. „Na wszelki wypadek”.
Tego popołudnia tata wręczył mi teczkę.
W środku znajdował się akt własności domu.
„Jeśli coś nam się stanie” – powiedział – „to będzie twoje. To ty wróciłeś”.
Przytuliliśmy się. Nie potrzeba było słów.
A co z Kasandrą?
Teraz śpi na kanapie i mówi każdemu, kto chce słuchać, że ją zdradziliśmy. Że „ukradliśmy jej przyszłość”.
Nathan zniknął dwa dni po eksmisji.
Tymczasem moi rodzice są bezpieczni, mają ciepło i w końcu wrócili do domu.
Te Święta Wielkanocne zakończyły się stekami na grillu, tulipanami na stole i śmiechem wypełniającym dom.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu wszystko było dokładnie na swoim miejscu.