To była ostatnia wiadomość od kobiety, która mnie urodziła.
Tata nawet nie wiedział, że ona jest w ciąży.
Był po prostu nastolatkiem z pracą na pół etatu, starym rowerem i nagle... dzieckiem.
Przyznał kiedyś, że stał tam prawie pięć minut, gapiąc się na mnie i próbując zrozumieć, co ma zrobić.
Potem znowu zaczęłam krzyczeć.
Więc mnie zabrał.
I nigdy mnie już potem nie zawiódł.
Następnego ranka miała miejsce ceremonia ukończenia szkoły średniej.
Większość ludzi pewnie by to pominęła.
Tata owinął mnie mocniej kocem, chwycił czapkę i togę i przeszedł przez boisko, trzymając mnie w ramionach.
Ktoś z tłumu zrobił zdjęcie.
To zdjęcie wisi nad naszą kanapą.
Po tym dniu wszystko się zmieniło.
Rzucił studia i zaczął pracować na pełen etat. W dzień pracował na budowie. W nocy dowoził pizzę. Sen przychodził krótki, połamany.
Kiedy zaczęłam przedszkole i wracałam do domu z płaczem, bo inna dziewczynka śmiała się z mojego niechlujnego kucyka, on spędził cały wieczór oglądając filmy na YouTube, próbując nauczyć się, jak zaplatać warkocze.
Pierwsze próby były straszne.
Ale on próbował dalej.
Przypalił setki kanapek z grillowanym serem, ucząc się gotować.
Ale ostatecznie poczuł się lepiej.
Przynosił mi lunche, pomagał w odrabianiu prac domowych, pojawiał się na każdym szkolnym wydarzeniu i w jakiś sposób dbał o to, abym nigdy nie czuła się jak dziecko, którego matka zaginęła.
Dla mnie był po prostu tatą.