Pewnej soboty po południu siedziałem pochylony nad biurkiem, z nitką w ustach i rozłożoną przede mną kurtką taty, gdy nagle drzwi mojego pokoju się otworzyły.
Jen wparowała do środka bez pukania, mając na sobie mnóstwo pastelowych sukienek i splątanych ramiączek.
Zaskoczona, szarpnęłam koc na mój projekt tak szybko, że omal nie wyrzuciłam pudełka z przyborami do szycia w powietrze.
„Uważaj, Jen!”
Uniosła brew, wpatrując się w grudkowatą postać pod kocem. „Co ukrywasz, Kopciuszku?”
„Nic” – powiedziałam, zmuszając się do ziewnięcia i zerkając na otwarty zeszyt do matematyki. „Tylko praca domowa”.
Prychnęła. „Ta, jasne. Nieważne”. Wygrzebała pogniecioną miętową sukienkę i wcisnęła mi ją. „Lia musi to wyprać do wieczora. I nie spal niczego”.
„Zrozumiałem.”
Jej wzrok zatrzymał się, ale odeszła. Kiedy jej kroki ucichły, odsunęłam koc i uśmiechnęłam się. Tata nazwałby to „ukrytym szyciem”.
Trzy noce przed balem maturalnym znowu ukłułam się igłą, mocno. Kropla krwi zebrała mi się na palcu, plamiąc wewnętrzną stronę sukienki.
Przez chwilę, patrząc na krzywe szwy, pomyślałem o poddaniu się.
Ale tego nie zrobiłem.
Kiedy założyłam gotową suknię i stanęłam przed lustrem, nie zobaczyłam ani służącej, ani cienia.
Zobaczyłem kurtkę mojego taty, moje szwy, moją historię.
W noc balu maturalnego w domu panował chaos.
„Chelsea, czy wyprasowałaś sukienkę Lii?” warknęła Camila.
„Tak, proszę pani.”
Lia i Jen kłóciły się o błyszczyk. Camila wydawała rozkazy. Marzyłam, żeby zniknąć.
Na górze wślizgnąłem się do swojego pokoju.
Ręce mi się trzęsły, gdy zapinałam gorset, a szarfa z krawatu służbowego taty spoczywała na mnie. Przypięłam jego srebrną odznakę szkoleniową do talii.
Przez sekundę się zawahałem.
Na dole rozległ się śmiech.
„Prawdopodobnie ma na sobie coś, co znalazła w sklepie Goodwill”.
Wziąłem oddech.
Musiałem to zrobić.
Zszedłem na dół.
Jen otworzyła szeroko usta ze zdumienia.
„O mój Boże, czy to…?”
Lia prychnęła. „Uszyłaś sukienkę z munduru? Mówisz poważnie?”
Oczy Camili się zwęziły. „Zostawił cię w łachmanach, Chelsea. I to widać”.
Zamrugałem mocno.
Następnie-