W ciągu następnych trzech tygodni przyszło czterech klientów. Każdy z nich chwalił kurczaka jako najlepszego, jakiego kiedykolwiek jadł, ale cztery transakcje nie pokryły kosztów czynszu ani rachunków. Niezapłacone rachunki rosły.
23 grudnia, pod ciężkim niebem, prognozy ostrzegały, że Detroit czeka najgorsza śnieżyca od dwóch dekad. Williams mieszała kurczaka z kluskami, wdzięczna, że udało jej się kupić zapasy hurtowo – opłacone z tych kilku wyprzedaży – w nadziei na świąteczną gorączkę, która nigdy nie nadeszła. „Mamo, zimno” – powiedział Marcus, pocierając ręce. Rozpaliła piecyk i dodała kolejny koc. W nocy wiatr i śnieg zasypały ulicę; nawet nieliczne samochody, które zazwyczaj przejeżdżały, zniknęły.
W wigilijny poranek dom przypominał zamrażarkę. Jej oddech zaparowywał, a Marcus drżał z zimna pomimo warstw koców. Zaświecił się komunikat o błędzie termostatu; połączenia z serwisem ogrzewania docierały jedynie do automatycznej wiadomości: naprawy niepilne będą musiały poczekać do zakończenia burzy, a nawet zgłoszenia alarmowe były opóźnione o 72 godziny. Panika narastała, gdy Marcus zaczął cicho, przeraźliwie płakać. Potem nastąpiła awaria prądu. Williams zapaliła świece i przeszła do małej kuchni, żeby oszczędzać ciepło. Kuchenka gazowa wciąż działała, więc podgrzała wodę, żeby uzyskać parę, i rozpaliła piekarnik, żeby ogrzać się od płomienia. Powiedziała Marcusowi, że nic im nie będzie; przynajmniej na półkach było jedzenie – konserwy, fasola, mąka ryżowa i przyprawy – wystarczające na kilka dni, jeśli będzie się je ostrożnie racjonować.
Drugiego dnia chłód był dotkliwy. Owinęła siebie i Marcusa każdym kocem i płaszczem, jaki udało jej się znaleźć, racjonowała pozostałe świece i martwiła się, gdy poczuła lekki kaszel. Śnieg zalegał za oknami, przyćmiewając resztki dziennego światła.