Daję mojej matce 25 000 dolarów miesięcznie, żeby opiekowała się moją żoną po porodzie. Ale kiedy niespodziewanie wróciłem do domu wcześniej, zastałem ją potajemnie jedzącą miskę zepsutego ryżu z rybimi głowami i ościami. To, co stało się później, było jeszcze bardziej przerażające…

Skrzyżowała ramiona. „Bo jest uparta. Po porodzie upiera się przy jedzeniu rzeczy, których nie powinna”.

„Rzeczy, których nie powinna robić?”

Wskazałem na miskę.

"Ten?"

Zacisnęła usta. „Za moich czasów kobiety jadły mniej po porodzie. Dlatego były silne”.

Ramiona Lily zadrżały.

I w tym momencie zrozumiałem…

Gdybym milczał, nic by się nie zmieniło.

„Mamo” – powiedziałem spokojnie – „na co idą pieniądze, które ci wysyłam co miesiąc?”

„Żeby pomóc domowi” – ​​odpowiedziała.

"NIE."

Mój głos był stanowczy.

„Chodzi o opiekę nad moją żoną”.

Cisza.

Spojrzała na mnie.

„Więc wybierasz ją zamiast własnej matki?”

Pytanie było trudne do zrozumienia.

Spojrzałem na Lily.

W misce.

A potem z powrotem do niej.

„Wybieram to, co mogę zobaczyć”.