Trzy lata temu pochowałam jedną z moich córek bliźniaczek.
Od tamtej pory każdego dnia dźwigam ciężar tej druzgocącej straty. Kiedy więc nauczycielka Lily powiedziała mimochodem: „Obie twoje córki świetnie sobie radzą”, w jej pierwszym dniu w pierwszej klasie, o mało nie zaparło mi dech w piersiach.
Ava zmarła nagle na zapalenie opon mózgowych po wysokiej gorączce. Dni spędzone w szpitalu były jak mgła, wypełnione ostrymi światłami, pikaniem maszyn i cichymi, ostrożnymi słowami lekarzy. Cztery dni po przyjęciu jej do szpitala już jej nie było. Ledwo pamiętam pogrzeb. W mojej pamięci jest pustka, gdzie powinno być pożegnanie. Wiem tylko, że przetrwałem, bo Lily mnie potrzebowała.