Miles powoli wypuścił powietrze.
„Z tego, co widzę… więzienie. Sfabrykowane dowody, sabotaż regulacyjny – może nawet gorzej. Znalazłem wiadomości na wyłączność. Jeśli nie udało jej się zmusić cię do podpisania rozwodu i trzymania się z daleka, planowali cię zniszczyć. Sprzedała obrączkę sześć miesięcy temu. Naszyjnik też. Wygląda na to, że płaciła im, żeby trzymali cię z daleka.”
Grant wpatrywał się w marmurową ścianę, nic nie widząc.
Miles odezwał się ponownie, łagodniej. „Grant… ona cię nie zdradziła. Przyjęła cios za ciebie.”
Przez chwilę Grant słyszał tylko dobiegający z restauracji za korytarzem dźwięk – brzęk kieliszków, śmiech, sztuczną jasność normalnego życia.
Potem przeszłość ułożyła mu się w głowie.
Sposób, w jaki unikała jego wzroku, kiedy kłamała.
Drżenie w jej głosie.
Sposób, w jaki trzęsły się jej ręce – nie z poczucia winy, a ze strachu.
Uciekł.
Wpadłszy do kuchni, pchnął tylne drzwi i pobiegł w alejkę.
„Elena!”
Wciąż stała przy ścianie, przy której ją zostawił, ale jedno kolano odmówiło jej posłuszeństwa. Dłoń przycisnęła do brzucha, a pot lśnił na jej czole pomimo zimnego nocnego powietrza.
Kiedy do niej dotarł, powoli zsuwała się po ceglanej podłodze.
„Hej, spójrz na mnie”.
Otworzyła oczy z trudem.
„Moja głowa” – wyszeptała. „Nie mogę… Nie widzę dobrze”.
Ogarnęła go zimna panika.
Pojawiło się wspomnienie – coś z broszury prenatalnej, którą kiedyś razem czytali, śmiejąc się z przyszłości.
Silny ból głowy.
Obrzęk.
Zaburzenia widzenia.
Niebezpieczeństwo.
Uklęknął przed nią. „Od jak dawna to się dzieje?”
„Nieważne”.
„Elena!”
Słabo próbowała go odepchnąć. „Dokończ swoją umowę”.
Wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Potem wyciągnął telefon i zadzwonił pod 911.
„Kobieta w ciąży – około ósmego miesiąca. Silny ból głowy, problemy ze wzrokiem, obrzęk. Możliwy nagły wypadek. Jesteśmy za Sterling Room przy West Fifty-Seventh”.
Chwyciła go za ramię. „Jeśli Victor i Mason się dowiedzą…”
„Przestań” – powiedział łamiącym się głosem. „Nie będziesz już z tym sama”.
Kiedy syreny rozbrzmiały w nocy, Granta nie obchodziło, czy umowa została podpisana, czy inwestorzy zostali, czy umowa z restauracją upadła.
Liczyła się tylko Elena drżąca w jego ramionach – i przerażająca świadomość, że podczas gdy on przez miesiące jej nienawidził, ona głodowała, pracowała, kłamała i poświęcała wszystko, by go chronić.
A teraz ona i dziecko mogą przez to umrzeć.
Część 2
Na oddziale ratunkowym panował kontrolowany chaos pod ostrym, jarzeniowym światłem.
W chwili, gdy Elena wpadła do szpitala, bicie serca Granta stało się miarowym hukiem w jego uszach. Pielęgniarki zmierzyły jej ciśnienie i natychmiast zaczęły wydawać szybkie instrukcje. Lekarz w granatowym uniformie pochylił się nad noszami.
„Który tydzień?”
„Trzydziesty czwarty tydzień” – wyszeptała Elena.
Lekarz zmarszczył brwi. „I ćwiczyłaś nogi?”
Elena zamknęła oczy.
Grant odpowiedział zamiast tego: „Tak”.
Wyraz twarzy lekarza stwardniał. „Jej ciśnienie jest niebezpiecznie wysokie. Możliwe, że to ciężki stan przedrzucawkowy. Przenosimy się”.
Pośpiesznie zaprowadzili ją na salę operacyjną.
Grant szedł za nim, aż pielęgniarka zablokowała mu czerwoną linią namalowaną na podłodze.
„Tylko dla rodziny”.
Wpatrywał się w nią.
Rodzina.
To słowo wydawało się kruche po tym wszystkim, co się wydarzyło.
Elena słabo odwróciła głowę na noszach.
„Grant”.
Samo jego imię – ciche, przestraszone, wciąż mu ufające.
„Jestem tutaj” – powiedział.
Pielęgniarka zawahała się, po czym podsunęła mu podkładkę. „Jeśli jesteś ojcem, podpisz”.
Dłoń mu drżała.
Kilka godzin wcześniej to pytanie mogło brzmieć jak oskarżenie.
Teraz wydawało się szansą, na którą nie zasługiwał – ale na którą będzie musiał zapracować do końca życia.
Podpisał.
Zniknęli za drzwiami sali operacyjnej.
Grant został sam w poczekalni chirurgicznej, ubrany w garnitur wart więcej niż czynsz większości ludzi i czuł się kompletnie bezsilny.
Przechodząca pielęgniarka spojrzała na niego surowo. „Ósmy miesiąc ciąży, niedożywiony, wyczerpany, wciąż na zmiany. Gdzie byłeś?”
Prawda uderzyła go jak policzek.
„Wierzę w kłamstwo” – powiedział cicho.
Później
Miles zadzwonił ponownie.
Grant poszedł na koniec korytarza, żeby odebrać.
„Opowiedz mi wszystko”.
„Mam zarys sytuacji”, powiedział Miles. „Victor i Mason zaostrzyli swoje stosunki po rozwodzie. Za każdym razem, gdy im płaciła, żądali więcej. Przelewy, podrzucanie gotówki, groźby”.
„Groźby pod moim adresem?”
„Ty, twoja firma… a kiedy dowiedzieli się, że jest w ciąży, być może i dziecko”.
Grant zamknął oczy.
„Wiedzieli?”
„Śledzimy, jak się dowiedzieli”.
Grant oparł się o okno szpitala, wpatrując się w rozświetlony wjazd karetki.
„Powinna była mi powiedzieć”.
Miles westchnął. „Próbowała cię chronić. Strach i miłość sprawiają, że ludzie robią irracjonalne rzeczy”.
Grant zaśmiał się gorzko. „A ja ją za to ukarałem”.
Wszystkie pochwały, które otrzymywał za to, że był bezwzględny i błyskotliwy, nagle straciły na znaczeniu.
„Ruszajcie do nich” – powiedział.
„Już to zrobiliśmy” – odpowiedział Miles. „Dowody się gromadzą. Jeśli się sprawdzą, nie odpuszczą”.
„Nie chcę ich