Spała w 8A, gdy kapitan zapytał, czy na pokładzie są piloci myśliwców.

„Dlaczego?” zapytała Mara.

„Nikt nie powinien”, odparł kapitan. „Nasze systemy mają być bezpieczne”.

Mara zaczęła rozważać różne możliwości: samoloty wojskowe, ingerencja rządu, a może coś gorszego.

„Muszę zobaczyć, co się dzieje na zewnątrz. Czy możesz włączyć kamery zewnętrzne?”

Kapitan skinął głową i włączył transmisję.

Ekran zamigotał, a następnie ukazało się ciemne niebo i bezkres Atlantyku w dole.

Samolot pojawił się na prawym skrzydle.

To był samolot, którego Mara nigdy nie widziała w lotnictwie komercyjnym. Smukły. Ciemny. Bez widocznych oznaczeń. Bez identyfikatorów. Wyglądał jak samolot zaprojektowany tak, aby był niewidzialny i niewykrywalny.

„To nie jest samolot komercyjny”, powiedziała spokojnie Mara. „I na pewno nie jest przyjazny”.

W radiu nagle rozległy się szumy.

Potem rozległ się głos.

Zimny. Zniekształcony. Mówił po angielsku z akcentem, którego Mara nie potrafiła rozpoznać.

„Lot 417, zboczyliście z kursu. Proszę ustawić się zgodnie ze współrzędnymi przekazanymi do waszego systemu”.

Kapitan spojrzał na Marę z przerażeniem.

„Komunikują się z nami bezpośrednio”.

Mara wzięła radiotelefon. Lata procedur wojskowych bez trudu powróciły do ​​niej.

„To samolot cywilny, wykonujący regularny lot transatlantycki. Proszę się zidentyfikować i określić swoje zamiary”.

Zapadła cisza.

Potem głos powrócił.

„Lot 417, proszę zastosować się do poleceń albo ponieść konsekwencje”.

Nieznany samolot gwałtownie przechylił się i przeciął im drogę w manewrze tak agresywnym, że cały samolot zatrząsł się. Z kabiny dobiegały westchnienia i krzyki.

„Próbują nas zepchnąć z kursu” – powiedziała Mara spokojnym głosem, mimo przypływu adrenaliny.

„Chcą, żebyśmy podążali tą trasą do odległych współrzędnych”.

„Co mamy zrobić?” – zapytał drugi pilot, drżąc na sterach.

Mara spojrzała na instrumenty, a potem na radar, obliczając prędkość, wysokość, odległość i kąt. W myślach znów siedziała w kokpicie F-16, mierząc się z wrogimi samolotami nad obcym terytorium.

Trening nigdy jej nie opuścił.

Instynkt nigdy jej nie opuścił.

„Nie stosujemy się do poleceń” – oznajmiła.

„I nie dajemy się zastraszyć”.

Kapitan zwrócił się do niej.

„Czy ma pani pełne sterowanie ręczne?”

„Tak, ale jestem pilotem linii lotniczych”. „Nie umiem latać agresywnymi samolotami”.

„Tak” – powiedziała Mara. „Za pani pozwoleniem chciałabym zająć miejsce drugiego pilota”.

Kapitan natychmiast się zgodził.

„Cokolwiek. Proszę, pomóżcie nam”.