Pochyliłem się, żeby ją pocałować. Odwróciła policzek.
Powtarzałem sobie, że to nic nie znaczy.
Patrzyłem, jak wchodzi na terminal, jej walizka toczy się za nią, jej postawa jest nienaganna, nigdy nie ogląda się za siebie.
Potem usłyszałem cichy głosik.
"Dziadku…"
Spojrzałem w lusterko wsteczne. Sophie siedziała na tylnym siedzeniu, niezwykle cicha.
Jej twarz była blada, zbyt blada. Dłonie miała mocno zaciśnięte na kolanach.
„Co się dzieje, kochanie?” zapytałem.
Jego głos drżał.
„Czy możemy… nie wracać już do domu?”
Pytanie nie miało sensu. Sophie uwielbiała być z nami. Moja córka, Catherine, zostawiła ją z nami, kiedy była w szpitalu z powodu nagłego wypadku. Wszystko wydawało się normalne.
Aż do teraz.
„Dlaczego?” zapytałem cicho.
Z trudem przełknął ślinę.
„Wczoraj wieczorem słyszałam, jak babcia rozmawiała” – wyszeptała.
Poczułem chłód w piersi.
„Z kim rozmawiasz?”
„Przez telefon. Po tym, jak pójdziesz spać.”
Starałam się o tym nie myśleć – Margaret często mówiła do późna. Ale mina Sophie mnie powstrzymała.
„Co powiedział?”
Sophie zawahała się, jakby wiedziała, że wypowiedzenie tego na głos może coś zepsuć.
„Mówił o pieniądzach” – powiedział cicho. „Mnóstwie pieniędzy”.
Poczułem ucisk w żołądku.