Pewność siebie Vanessy wyparowała, gdy rzeczywistość ją uderzyła. Jonathan zdawał się być dotknięty czymś nieodwracalnym.
„Kłamiesz” – powiedział, choć bez przekonania.
Spojrzałem mu w oczy. „Od 9:42 rano zostałem większościowym udziałowcem Brooks Logistics” – powiedziałem wyraźnie.
William uderzył dłonią w stół, uparcie dając do zrozumienia, że to towarzystwo Jonathana. Lekko przechyliłem głowę.
„Już nie” – powiedziałem.
Jonathan podbiegł do mnie, oskarżając mnie o oszukanie. Uniosłem brew i zapytałem, czy go oszukałem, czy po prostu nie przeczytał uważnie tego, co podpisał.
Vanessa spojrzała na niego zdezorientowana, pytając, dlaczego powiedział jej, że wszystko należy do niego. Nie wiedział, co powiedzieć.
Przysunąłem się trochę bliżej i przypomniałem mu, co powiedział wcześniej – że to będzie mój ostatni dzień w tym domu. Przełknął ślinę i potwierdził to cicho.
„No cóż, zapomniałeś o jeszcze jednej rzeczy” – powiedziałem, rozglądając się po pokoju.
Jego głos był ledwo słyszalny, gdy zapytał mnie, co mam na myśli. Uśmiechnęłam się.
„Ten dom został kupiony za fundusze korporacyjne” – powiedziałem spokojnie.
Patricia aż sapnęła, gdy oczy Jonathana rozszerzyły się z przerażenia. Po raz pierwszy wszyscy zrozumieli, gdzie leży prawdziwa władza.
Cisza stawała się coraz cięższa, gdy Jonathan patrzył na mnie, a jego świat wokół niego rozpadał się na kawałki. Upierał się, że to niemożliwe, ale ja siedziałam spokojnie naprzeciwko niego.