Wyszłam za mąż za bogatego dziadka mojej przyjaciółki, żeby odziedziczyć jego dziedzictwo. W noc poślubną spojrzał na mnie i powiedział: „Skoro jesteś moją żoną, w końcu mogę ci powiedzieć prawdę”.

Kolejną różnicą między nami było to, że Violet miała dom, do którego mogła wrócić.

Dostałem tylko jedną wiadomość tekstową od mojego brata:

„Nie wracaj tu, Layla. Nie wracaj do domu, zachowując się, jakby ktoś ci coś był winien”.

"Zawsze mnie rozśmieszasz."

Poszedłem więc za Violette do jej miasta.

Nie w dziwny sposób. Raczej jak spłukany, dwudziestopięcioletni facet bez planów.

***

Moje mieszkanie było malutkie. Rury piszczały każdego ranka, a okno w kuchni nie chciało się zamknąć, ale było moje.

Violet przybyła w pierwszym tygodniu z zakupami i rośliną, którą zabiłem dziewięć dni później.

„Potrzebujesz zasłon” – powiedziała. „Może dywanik”.

"Potrzebuję pieniędzy na czynsz, V."

„Potrzebujesz dobrego, domowego posiłku. To wszystko załatwi.”

Moje mieszkanie było malutkie.

Tak poznałem Ricka, dziadka Violet.

***

W pierwszą niedzielę, kiedy zabrała mnie do swojej posiadłości, stałam jak wryta w jej jadalnię, udając, że rozumiem sztukę. Komplementowałam sztućce, widelce i noże obok mojego talerza, jakbym miała zaraz przeprowadzić operację.

Violet pochyliła się do przodu. „Zacznij od zewnątrz i idź do środka”.

"W tej chwili cię nie kocham."

"Beze mnie byłbyś zgubiony."

Rick podniósł wzrok znad zupy. „Czy jest jakiś powód, dla którego knujecie o sztućcach?”

Tak poznałem Ricka.

Violette uśmiechnęła się słodko. „Layla myśli, że twoje pieniądze ją osądzają”.

Rick spojrzał mi prosto w oczy. „Oni wszystkich osądzają, moja droga. Nie bierz tego do siebie”.

Zaśmiałem się.

I to był początek.

***

Potem odezwał się do mnie Rick. Zadał mi pytania, zapamiętał odpowiedzi i zauważył, że zawsze przed pięknem rzeczy liczę ich cenę.

„Bo to cena decyduje, co pozostanie piękne” – powiedziałem kiedyś.