Rick spojrzał mi prosto w oczy.
Rick odchylił się do tyłu. „Albo to mądre, albo smutne, Laylo”.
"Prawdopodobnie jedno i drugie."
Uśmiechnął się lekko. „Mówisz trudne rzeczy, jakbyś za nie przepraszał”.
Spojrzałem na talerz. „Nawyk”.
Nikt nigdy nie wspomniał mojego nazwiska, jakby to było coś ważnego.
***
Violette szybko zauważyła moją więź z Rickiem.
„Dziadek kocha cię bardziej niż nas wszystkich” – powiedziała pewnego wieczoru.
„Dlatego dziękuję mu, kiedy podaje mi ziemniaki.”
„To albo mądre, albo smutne, Laylo.”
„Nie. To dlatego, że się z nim kłócisz.”
„Tylko wtedy, gdy się myli.”
Zaśmiała się. „Dokładnie.”
***
Pewnego wieczoru, gdy Violet była na górze i pomagała matce, Rick zapytał ją: „Czy kiedykolwiek rozważałaś wyjście za mąż ze względów praktycznych?”
Podniosłam wzrok znad filiżanki herbaty. „Jak z ubezpieczeniem zdrowotnym?”
Więcej o bezpieczeństwie.
Czekałem na żart. Nie nadszedł.
"Mówisz poważnie?"
"Ja jestem."
Odstawiłam filiżankę. „Rick, czy ty… mi się oświadczasz?”
„Czy kiedykolwiek rozważałeś zawarcie związku małżeńskiego ze względów praktycznych?”
"Tak, Layla."
Wtedy powinnam była wyjść.
Zamiast tego zapytałem: „Dlaczego ja?”
„Bo jesteś inteligentny” – powiedział. „Bo jesteś spostrzegawczy. Bo pieniądze robią na tobie mniejsze wrażenie, niż dajesz po sobie poznać”.
Parsknęłam suchym śmiechem. „To ostatnie nie jest prawdą”.
Potem wypowiedział zdanie, które we mnie poruszyło.
„Nie musisz się już martwić, Layla. Proszę bardzo.”
Wybuchnąłem suchym śmiechem.
Ale martwiłam się tylko o czynsz, rachunki, zaniedbaną próchnicę i sprawdzanie stanu konta przed zakupem szamponu.
Powinnam była po prostu powiedzieć nie.
Zamiast tego zapytałem: „Dlaczego ja, naprawdę?”
Nasze oczy się spotkały. „Bo ufam ci bardziej niż większości ludzi, z którymi łączą mnie więzy krwi”.
Powiedziałem o tym Violet później tego wieczoru.
"Dlaczego ja, naprawdę?"
***
Byliśmy w jej kuchni, płuczeła truskawki i przez głupią sekundę myślałem, że się roześmieje.
Ona tego nie zrobiła.
„Oświadczył mi się” – powiedziałem.
Woda płynęła dalej.
"Co?"
"Wiem, jak to brzmi."
"Czy ty?"
Zakręciła kran. „Powiedz, że powiedziałeś nie”.
Nie odpowiedziałem wystarczająco szybko.
"Poprosił mnie o rękę."
Twarz Violet uległa zmianie.
„Nie sądziłam, że jesteś taka, Layla. Serio” – powiedziała cicho.
Niektóre sformułowania ranią bardziej, bo sprawiają wrażenie, jakby ktoś je komuś wypowiedział wbrew jego woli.
„Nie wiem, za kogo mnie masz” – powiedziałem.
Violet skrzyżowała ramiona. „Myślałam, że jesteś bardziej dumna. Ale jesteś taka sama jak wszyscy, prawda? Za jego pieniędzmi. Za jego dziedzictwem. Obrzydzasz mnie, Laylo”.
Pozostałem nieruchomy.
„Duma jest droga, Violette” – powiedziałem. „Powinnaś o tym wiedzieć. Miałaś luksus zachowania swojej”.