Twarz Violet uległa zmianie.
Wzdrygnęła się, jakbym ją uderzył.
"Wynoś się, Layla."
Więc to zrobiłem.
***
Nie pamiętam drogi powrotnej samochodem. Pamiętam, jak siedziałem w samochodzie przed budynkiem i słyszałem jego głos w kółko.
Taki typ człowieka.
„Potrzebuję ochrony” – wyszeptałem.
Taki typ człowieka.
***
Trzy tygodnie później wyszłam za mąż za jego dziadka.
Ślub był kameralny, kameralny i tak drogi, że aż przeszły mnie ciarki. Kwiaty kosztowały pewnie więcej niż mój czynsz.
Stałam obok Ricka, wyprostowana. Było między nami pięćdziesiąt lat różnicy i to nie z miłości.
W drugim rzędzie Violette wpatrywała się w program leżący jej na kolanach. Na mnie ani razu nie spojrzała.
Nikt po mnie nie przyszedł. Nie było już kogo zapytać.
Trzy tygodnie później wyszłam za mąż za jego dziadka.
***
Na przyjęciu, gdy sięgnęłam po kieliszek szampana, przede mną stanęła kobieta ubrana w jasnoniebieski strój. To była Angela, druga córka Ricka.
Dotknęła mojego łokcia opuszkami palców i uśmiechnęła się bez ciepła.
„Działałeś bardzo szybko” – powiedziała. „Mój ojciec zawsze uwielbiał ratować bezdomne zwierzęta”.
Wziąłem łyk szampana. „Mam więc nadzieję, że ta rodzina w końcu jest czysta”.
Wydawała się zszokowana. „Przepraszam?”
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, obok mnie pojawił się Rick.
„Angelo” – powiedział. „Jeśli nie potrafisz zachować się przyzwoicie przez jeden wieczór, proszę, bądź cicho”.
"Przepraszam?"
Jego twarz się ściągnęła. „Tylko go witałem”.
„Nie” – powiedział. „Chciałaś być świadkiem mojego rozczarowania. Jak zwykle”.
Wypuściła powietrze przez nos i odeszła.
Dotarliśmy do jego posiadłości po zmroku. Prawie się nie odzywałem. Rick nie naciskał.
***
W sypialni stanęłam przed lustrem i spojrzałam na siebie w tej sukience. Nie byłam piękna. Wyglądałam na umalowaną, drogą… i ulotną.
Drzwi za mną się otworzyły.
„Po prostu go witałem”.
Rick wszedł, ostrożnie zamknął drzwi i w pokoju zapadła cisza.
Potem powiedział: „Laylo, teraz, kiedy zostałaś moją żoną… w końcu mogę ci powiedzieć prawdę. Jest za późno, żeby się wycofać”.