Słuchała szumu wiatru nad głową, który nieustannie przypominał jej o tym, co czeka ją na zewnątrz.
Były dni, kiedy chciałem się poddać.
Dni, w których chłód wkradał się do wnętrza, głód dawał się we znaki, a samotność bolała bardziej niż jakakolwiek rana.
Ale coś w jej wnętrzu dodawało jej siły.
„Nie zamierzam tu umierać” – powtarzał sobie.
Czas stracił swoje znaczenie.
Dni.
Tygodnie.
Może miesiące.
Zima zdawała się nie mieć końca.
Ale powoli… wszystko zaczęło się zmieniać.
Powietrze stało się mniej ostre.
Lód zaczął pękać.
Aż pewnego dnia, po raz pierwszy od dawna, Alma zobaczyła, jak do jej schronienia wdziera się ciepłe światło.
Wyszedł ostrożnie.
Świat się zmienił.